Bydgoszcz-Challapata. Komu w drogę temu przygoda!!

image

Jadąc gdzieś daleko zawsze trzeba mieć świadomość, że zanim dojedzie się na miejsce trzeba przejść przez szereg papierologii,  odczekania swojego na lotnisku itp.  W naszym przypadku dojazd do Challapaty gdzie u księdza Jacka zostawiliśmy cały majdan zajął  4 długie dni…. Dojazd do Warszawy na lotnisko Modlin i przelot do Madrytu minął ekspresowo.  W Madrycie musieliśmy odczekać około 24 godziny na samolot do Santa Cruz de la sierra w Boliwii.  Chyba nigdy się  tak nie wynudziliśmy.  Jedyną naszą rozrywka pomiędzy spaniem i jedzeniem było obserwowanie i obgadywanie ludzi ☺

Ale zanim wyszliśmy z domu czekało na nas pożegnanie z rodziną… to najsmutniejszy i najtrudniejszy etap podróży… nie wiemy kiedy wrócimy, co nas czeka…

image

image

image

image

,, CZY SIĘ UDA? ” …

 

To pytanie zadawaliśmy sobie od paru tygodni…
Gdy podróżuje się tak jak my,  nie planując daty powrotu ani kierunku jazdy , kupuje się zazwyczaj  bilet samolotowy w jedna stronę.  Tak zrobiliśmy podczas poprzedniej wyprawy i tak samo zrobiliśmy teraz. Teoretycznie jest to nie legalne . przekraczając granice z jakimś krajem, a już w ogóle opuszczając Europę trzeba mieć  bilet powrotny.  Słyszeliśmy parę historii jak to na lotnisku podczas odprawy nie chciano takiego biedaka wpuścić na pokład samolotu z biletem w jedna stronę.  Jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest kupienie biletu powrotnego lub opuszczającego kraj do którego lecimy.  Można później go zwrócić- tracąc oczywiście  cześć pieniędzy.  Można także zrobić rezerwacje jakiegoś lotu,  wydrukować i liczyć na szczęście ze ten myk przejdzie.
My nigdy nie braliśmy tak bardzo do siebie tych informacji,  tym bardziej że zawsze nam się udawało.  Ale pewnego pięknego dnia Jacek ostrzegł nas, że  jego kolegę , który leciał do Boliwii  z biletem w jedna stronę cofnęli i musiał na gwałt kupować drugi bilet.  Trochę nas to zaniepokoiło i przez parę dni obmyślaliśmy plan co zrobić gdyby… Zrobiliśmy rezerwacje,  wydrukowaliśmy i podczas odprawy czekaliśmy jak na skazanie.  Pani sprawdziła bilety do Boliwii, odprawiła bagaż i… życzyła miłego lotu 🙂
Z relacji wielu ludzi,  którzy wylatują z Niemiec  w wielu przypadkach wymagane są bilety powrotne.  Nam ma szczęście udało się po raz kolejny i po 12godzinach spokojnego lotu postawiliśmy stopy na Boliwijskiej ziemi 🙂

,, 90 znaczy 30”

-,, Buenos dias! na ile planujecie  być w Boliwii? „- zapytał urzędnik podczas odprawy imigracyjnej
-,,  3 miesiące,,tyle ile przysługuje nam legalny pobyt- odpowiedziałam

pan urzędnik podniósł wzrok i spojrzał na nas z niedowierzaniem…  -,, a po co tak długo?  jedziecie do pracy ? ”

Opowiedziałam po krotce o co chodzi i pan urzędnik z uśmiechem na twarzy już chciał wbijać pieczątkę,  ale okazało się że 90 dni które przysługuje nam jako obywatelom Polski jest tylko raz na rok,  a my przecież pół roku temu byliśmy  w Boliwii.  W takim przypadku możemy być na terenie Boliwii tylko 30dni z możliwością przedłużenia w urzędzie imigracyjnym ,  lub w momencie przekroczenia granicy,  gdzie dostaniemy kolejną pieczątkę.  Trochę się zaskoczyliśmy,  ale nie przejęliśmy się zbytnio bo i tak planujemy wypad do Chile 🙂

,, PIERWSZE WRAŻENIA… NORMALNE …  ”

Znajome rejony,  standardowe targowanie się z taksówkarzem, które potraktowaliśmy jako obowiązek połączony z zabawą,  chaotyczny ruch na drodze nie szokował jak kiedyś,  smak emapanadasów,  zapach koki i europejsko ubrani mieszkańcy.  Gdzie się podziała ta magia, która towarzyszyła nam za pierwszym razem?

,, DRUGIE WRAŻENIA Z BOLIWII…. JESTEŚMY W DOMUUUU!!! ”

Reszta trasy do Challapaty minęła jak z górki…. chociaż droga pięła się wysoko w górę.  W ciągu 14 godzin autobusem z niewielkiej wysokości na jakiej leży Santa Cruz wyjechaliśmy na około 3.600metrow do Oruro ☺
Tam dopiero poczuliśmy się jak w prawdziwej Boliwii!! uśmiechnięci ludzie gór, aromat koki,  tradycyjnie poubierane kobiety noszące swoje  dzieci na plecach w chustach,  góry połączone z przestrzenią płaskowyżu Altiplano… to jest to!! to jest Boliwia!!
Po 1,5 godzinie lokalnym rozwalającym się gruchotem dojechaliśmy do Jacka.  zmęczeni,  zdyszani,  brudni ale niesamowicie szczęśliwi.  Już na przywitanie wyskoczył nam Groszek – pies Jacka ciesząc się jak głupi ☺

Teraz czas na spokojną aklimatyzacje,  naprawę rowerów i relax przed wyruszeniem w drogę ☺

image

image

image

Advertisements

Informacje o Namiot nasz dom

Od września 2013 roku w wyprawie rowerowej dookoła Kuli Ziemskiej
Ten wpis został opublikowany w kategorii Boliwia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s