Kierunek Pacyfik przez najwyższy wulkan w Boliwii- Sajama 6541mnpm

Przyszedł moment opuszczenia naszej bezpiecznej przystani jaka była Challapata-ale na szczęście nie na zawsze, jeszcze tutaj zawitaliśmy, ale o tym później. Postanowiliśmy na chwile zostawić Andy, a surowy górski krajobraz zamienić na to czego dawno nie widzieliśmy czyli bezkres Pacyfiku, którego pamiętamy z Australii. Ciekawe jak wygląda po drugiej stronie Kuli Ziemskiej. Kierowaliśmy się do miejscowości Arica w Chile, ale żeby nie było za łatwo odbiliśmy kawałek w stronę wulkanów i nie powiem, ale ten odcinek był kolejnym z piękniejszych tras w naszej wyprawie.

Ze znanej nam już karnawałowej miejscowości Oruro pojechaliśmy na północny zachód drogą nr31, żegnając się na najbliższy czas z asfaltem- i dobrze 🙂 Boliwia to kraj w którym warto unikać zatłoczonego, ale płaskiego i równego asfaltu na rzecz pustej, ale szutrowej drogi przez góry. To co się dzieje poza cywilizacją wynagradza te trudy związane z pedałowaniem w niezbyt komfortowych warunkach. Niesamowici ludzie na prowincjach, natura i lamy na każdym kroku… Jechaliśmy parę dni takimi bezdrożami mijając prymitywne wioseczki w których chleb kupić było można tylko w godzinach rannych, a w sklepach półki świeciły pustkami. Bieda biedą, ale za to karnawał trwał na całego 🙂 mogliśmy porównać jak bawią się ludzie na komercyjnym karnawale w Oruro, a jak na wioskach zapomnianych przez cywilizacje.

DSC03383 DSC03380

OLYMPUS DIGITAL CAMERA DSC03378 DSC03361

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Karnawałowy rower 🙂

Szutrowa droga, zerowy ruch pojazdów mechanicznych, dookoła bezkres natury, wolność, niezliczona ilość tutejszych zwierząt i z każdym kilometrem zbliżające się ośnieżone szczyty oraz nasz cel- najwyższy wulkan w Boliwii Sajama 6541mnpm to wszystko co kochamy najbardziej łącznie z codziennym spaniem pod namiotem, którego byśmy nie zamienili na nic. Pewnego wieczoru znaleźliśmy fajne miejsce na nasz domek. Otoczeni dookoła wzgórzami, które chroniły nas od wiatru i piękny widok był idealną miejscówką. Rozbici i gotowi do spania słyszymy szczekanie psów i stado lam idące w naszym kierunku, a za wzgórza pojawia się pasterz, który mówi nam, że to jego teren. W Boliwii na wtargnięcie na czyjś teren gospodarz bez żadnego gadania ma prawo nas zastrzelić, albo w najlepszym wypadku przegonić. Ale dziadziuś okazał się bardzo miłym i opiekuńczym człowiekiem. Zainteresowany naszym sprzętem zadawał masę pytań. Nie wierzył, że nasze rowery to faktycznie rowery 🙂 nie dziwie się jemu, takie obładowane pojazdy pod żadnym względem nie przypominają tutejszych jednośladów. Na dobranoc poinformował nas, że noce są bardzo zimne i z widoczną troską zapytał się czy mamy jakiś piec w naszym domku 🙂 w razie czego zaprasza do siebie gdzie jest cieplej:)

DSC03432 DSC03415 DSC03413 11006463_767567183340384_4300026535646821924_n

Niewielka ilość miejscowości i suchy region wymagał od nas zaopatrzenia się w większą ilość wody, która starczała tylko do tego żeby nie uschnąć z pragnienia. O prysznicach można było zapomnieć. Po paru dniach zobaczyliśmy rzekę 🙂 nie muszę pisać co to oznaczało. Długo się nie zastanawiając wskoczyliśmy to chłodnej wody czując niesamowitą rozkosz 🙂 ojj na takiej wyprawie człowiekowi dużo nie trzeba do szczescia 🙂

DSC03546

rzeka..a gdzie most??

DSC03421 - Kopia DSC03547

Z każdym dniem ten wspaniały wulkan Sajama rósł w oczach ukazując swoje nieziemskie piękno i masyw. Powiem szczerze, że zakochaliśmy się w tym widoku. Także z każdym dniem zbliżała się droga nr 4…. asfaltówka którą jeździły masy tirów na trasie Chile-Boliwia :/ z jednej strony oznaczało to koniec tej wspaniałej wolności jaką dawały nam bezrożna, ale z drugiej po paru dniach jedząc chleb z dżemem i zupki chińskie brakowało nam kurczaka z frytkami którego wciągnęliśmy już w momencie wjazdu na 4-kę w pierwszym lepszym barze dla kierowców. 7Zł/os za completo czyli kurczak z frytasami i surówką i duży talerz zupy…uffff tego dnia daleko już nie dojechaliśmy 🙂

W najbliższej miejscowości znajdujemy niewielkie hospendaje i za 5zl/os dostajemy wyrko. To było dobre posunięcie, zimna i deszczowa noc nie napawała chęcią spania na poboczu pod namiotem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na drugi dzień jedziemy w kierunku przejścia granicznego z Chile. W miejscu przejścia granicznego jeden wielki rozgardiasz i masa ciężarówek. Idę więc szybko po pieczątkę wyjazdową z Boliwii. Pan urzędnik pyta się o rodzaj pojazdu którym przyjechałam.

,,rower panie urzędniku” – odpowiadam

,,que?!?!?” bicicleta?!?!” – pan przerwał swoją pracę i spojrzał się na mnie znacząco 🙂 rowerem to dalej, około 5km, tutaj tylko samochody. Hmmm ok jedziemy dalej…widząc drogę prowadzącą prawie pionowo w górę wiem co nas czeka… te 5 km wspinaczki zajmuje nam morderczą godzinę, ale ta godzina sprawiła, że pobijamy rekord rekordów jeśli chodzi o wysokość!! 4678mnpm wjechanie pracą naszych mięśni!! czujemy się z tego powodu wspaniale!! aklimatyzacja i długie przebywanie na tej wysokości sprawia, że nie czujemy żadnych niepokojących objawów związanych z wysokością, wręcz przeciwnie, śmigamy jak lamy 🙂

11017703_767566966673739_6555049819011941386_n 10991219_767566913340411_7649544271133515782_n

na górze oprócz tabliczki informującej, że jesteśmy w Chile nie ma nic więcej, żadnej budki, gdzie możemy uzyskać pieczątkę ani widu ani słychu… mamy mały dylemat czy się cofnąć czy jechać dalej drogą, która tym razem prowadzi w dół. Jedziemy dalej i po następnych kilometrach widzimy budynki i napis Bienvenido a Chile….jesteśmy w Chile, a nie mamy pieczątki wyjazdowej z Boliwii…heh…to oznacza duuuzy problem …

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ale na szczęście ku naszemu ogromnemu zdziwieniu odprawa znajduje się w tym samym budynku co migraciones w Chile. Nasze rowery, bagaże i wszystko co mamy trafia do maszyny skanującej czy przypadkiem nie wwozimy jakiegoś jedzenia, owoców albo koki, która w Chile jest zakazana. Do paszportów lądują dwie pieczątki, a my jedziemy dalej. Teraz już tylko 4690metrów w dół nad ocean 🙂 juupi

DSC03630 11018302_767567106673725_7776522814255341911_n 11017690_767567643340338_4798763808948579245_n 11011230_767567760006993_530720772534436719_n 11002663_767567856673650_7858226746435605229_n 10995855_767567563340346_8422927328030772853_n 10991163_767566800007089_6052730139653903149_n 10931131_767567283340374_1554384824039937073_n 10456818_767567523340350_5502244806775144185_n 10424260_767567706673665_5930604235326259693_n 10168114_767567480007021_4237207718046365986_n 10456818_767567523340350_5502244806775144185_n DSC03429 DSC03418 DSC03384

Reklamy

Informacje o Namiot nasz dom

Od września 2013 roku w wyprawie rowerowej dookoła Kuli Ziemskiej
Ten wpis został opublikowany w kategorii Boliwia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kierunek Pacyfik przez najwyższy wulkan w Boliwii- Sajama 6541mnpm

  1. mega pozytywna inicjatywa, piękne zdjęcia, miło było tu trafić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s