Higiena po spratańsku…jak nie zostać trolem :)

Gdy rozmawiamy z ludźmi na temat naszej podróży oprócz standardowych pytań, często pada temat higieny. Głownie kobiety nie wyobrażają sobie jak można żyć bez codziennego prysznica, całej szafy kosmetyków i innych pachnących wynalazków które sprawiają ze każda kobieta czuje się sexi. Nie ma co owijać w bawełnę. Z higieną nie jest lekko, ale tez nie jest tragicznie. W ciągu 1,5 roku na palcach mogę policzyć dni kiedy totalnie brudni, klejący od potu i umorusani smarem kładliśmy się spać, albo dni kiedy mieliśmy dostęp do ciepłego (albo w gorących krajach zimnego) prysznica i czyściutcy z pachnącym balsamem kładliśmy się do wyrka. Zazwyczaj byliśmy średnio brudni albo średnio czyści 🙂

Pamiętam, że szykując się do wyjazdu wertowałam poradniki, starałam się dowiedzieć w jaki sposób na dłużej zachować świeżość w podróżny, zabierając ze sobą masę produktów w wersji mini. Oprócz tego spakowałam też dwa słoiczki kremu nawilżającego, peeling, lekki puder, jeden cień do powiek i trzy kolorowe lakiery do paznokci. Myślałam sobie: raz na jakiś czas, gdy będziemy w mieście, na pewno najdzie mnie ochota, by trochę się umalować, poczuć się jak kobieta. Ahaaa…. Kosmetyków do makijażu nie użyłam ani razu, a lakier niezbyt ładnie komponował się z brudnymi, połamanymi paznokciami 🙂 po kilkuset kilometrach większość z tych rzeczy wylądowała w śmietniku, a wypchana kosmetyczna ustąpiła miejscu innym kosmetykom, które okazały się bardziej przydatne np. Sudocream na obtarte hmmm…pośladki i zasypka w pudrze 🙂

DSC01510 - Kopia

z lakierów najbardziej zadowolone były Laotańskie dziewczynki 🙂

Zatem, jak sobie radziliśmy? Jedziemy na rowerach i w miarę niskobudżetowo. W hostelach czy hotelach śpimy nieczęsto, większość nocy spędzamy pod namiotem. To oznacza, że z myciem i praniem musimy się nieco nakombinować.

Kiedy po wylądowaniu w Bangkoku wyszliśmy poza teren przyjemnie klimatyzowanego lotniska nasze ciała w ciągu paru sekund oblało wiadro potu. Wysoka wilgotność połączona z upałem i wszechobecnym kurzem sprawiała ze nasze ciała po całodniowym pedałowaniu były jak lepy na muchy. I jak teraz w takim stanie położyć się spać? Ale po paru dniach znaleźliśmy na to patent. Często rozbijaliśmy namiot na terenie świątyń buddyjskich, gdzie zawsze znajdowało się malutkie pomieszczenie które służyło za toaletę. Bania z wodą i miseczka w zupełności wystarczały żeby zachować czystość. Azjatyckie toalety oraz standard w żadnej kwestii nie przypominają naszych europejskich. WC to po prostu dziura w ziemi do której trzeba przyjąć pozycje ,,na narciarza”, a za papier toaletowy służy miseczka lub wąż z wodą który świetnie nadaje się także jako prysznic 🙂 Oprócz tego rzeki, strumienie, gościnność ludzi i raz po raz tanie hostele na które w Azji mogliśmy sobie pozwolić, sprawiały ze nasz poziom higieny nigdy nie spadał nam zbyt nisko.

P1040415

Nawet przystanek autobusowy może chwilowo posłużyć jako prysznic 🙂 Wda od mnichów i jedziemy 🙂

P1040416

P1040508

typowy azjatycki prysznic w azjatyckich wioskach. Jeden kran dla wszystkich

W cywilizowanej Australii już było trochę gorzej, ale dzięki programowi Wicki Camp znajdowaliśmy bez problemu miejscówki w których za darmo można się wykąpać i trochę ogranąć. W większych miejscowościach zawsze stał prysznic oraz wc za darmo. Także z uzupełnianiem wody nie było problemów, ,,siurki” były wszędzie.

W dopiero problem pojawił się w Ameryce Południowej. Początkowo gdy podróżowaliśmy przez Chilijską Patagonię, rzek z czystą górską wodą była cała masa, codziennie rozbijaliśmy namiot w takim miejscu mając ogromną wannę na wyciągnięcie ręki. Nie powiem, że kąpiel w wodzie, która spływa z ośnieżonych szczytów albo lodowca należy do przyjemności, ale później chwila założenia na czyste ciało w miarę czystych ciuchów i wsunięcie się w ciepły śpiwór była bezcenna.

DSC00570 - Kopia

Chilijska Patagonia, masa takich miejscówek na namiot nad rzeką

Potem zaczęły się góry, pustkowia, temperatura albo spadała bardzo nisko, albo szybowała w okolice 50 stopni Celsjusza. W pewnym momencie woda zaczęła być na wagę złota, a odległości pomiędzy miejscami, w których „jest jakaś cywilizacja” rosły. I dopiero wtedy higiena stała się wyzwaniem. Kilkaset kilometrów Argentyńskiej pampy, na której „nie ma niczego”, kilkaset kilometrów zabójczego Chaco w Paragwaju gdzie w godzina 11-17 lepiej nie wychodzić na słońce a woda służy tylko do tego, aby nie umrzeć z pragnienia sprawiały, że jedynym prysznicem była mokra chusteczka która służyła do wyczyszczenia całego ciała, albo pół butelki wody która miała starczec jeszcze na poranna kawę.

Trzeba to zaakceptować. Przyzwyczaić się. To nie jest tak, że lubimy być brudni i jest nam z tym świetnie. Ale bez pewnego poziomu akceptacji, tego typu podróż byłaby udręką. Ale jedno jest pewne,szczęście kiedy po paru dniach spartańskich warunków człowiek zobaczy strumyk… i wymoczy w nim całe brudy jest bezcenne 🙂

Podczas podroży zdałam sobie sprawę jak dużo kosmetyków używałam do tej pory i jaka mała ilość teraz wystarczy mi do szczęścia!

Pranie – Rzadko kiedy nadarzyła się okazja by ciuchy wrzucić do pralki. Z jej dobrodziejstwa korzystaliśmy zazwyczaj jak zawitaliśmy do większego miasta, dzięki uprzejmości hostów z couchsurfingu lub warmschower lub czasami w miejscach turystycznych znajdowaliśmy publiczną pralnię. Zazwyczaj praliśmy ręcznie, a to w rzekach, a to na stacjach benzynowych w zlewach, a miejsce na torbach doskonale sprawdzało się jako suszaka. Nie polecam suszenia ubrań nad ogniskiem…spaliłam takim sposobem 2 pary majtek 🙂

Pośród Boliwijskich gór. Ciekawe kto znajdzie Marcina :)

Pośród Boliwijskich gór. Ciekawe kto znajdzie Marcina 🙂

DSC06333 - Kopia

Super wynalazek, który okazał się najlepszym gadżetem w czasie podróżny- prysznic turystyczny

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

łańcuch musi być czysty, a jak 🙂

DSC01958 - Kopia

może się dołączę ?:)

DSC03421 - Kopia

po paru dniach pedałowania przez bezdroża Boliwii nareszcie rzeka!!

DSC01545 - Kopia 10751859_1058862170806570_1354445211_n DSC01801 - Kopia DSC02490 - Kopia  DSC04319 - KopiaDSC06650 - Kopia

P1040399 P1040408

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

być kobietą być kobietą 🙂

P1040459  P1050319

Advertisements

Informacje o Namiot nasz dom

Od września 2013 roku w wyprawie rowerowej dookoła Kuli Ziemskiej
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przygotowania i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Higiena po spratańsku…jak nie zostać trolem :)

  1. Michał Różalski pisze:

    Czesc, dzieki za rady, dopiero się wkręcam w wasz blog ale jest super, dzieki za to że się dzielicie doświadczeniem.
    pozdrawiam

  2. Jolanta pisze:

    Trzeba chcieć, by móc, tak trzymaj Daria

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s