7 dni w piekielnym Chaco

,, A dónde vas?” na każdym kroku padało to pytanie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

-,,vamós a Chaco” ( jedziemy do Chaco) odpowiadaliśmy automatycznie  jak zaprogramowane roboty. Reakcje na ta odpowiedź były różne, ale zazwyczaj na twarzach miejscowych malowało się zaskoczenie, zdziwienie i znany gest wachlowania twarzy ręką… Amigòs, tam to dopiero będzie gorąco- mówili z uśmiechem na twarzy.

Ta  położona na pograniczu Boliwii, Paragwaju i Argentyny kraina cieszy się zasłużoną sławą jednego najgorętszych, najsuchszych i najbardziej nieprzyjaznych rejonów na Ziemi. Brak dobrych dróg, niedostatek wody, a przede wszystkim piekielny klimat sprawiają, że w  Chaco wciąż nie ma chętnych do zamieszkania. w lecie temperatury dochodzą do 50˚C. Ogromne, porośnięte kolczastym lasem obszary są schronieniem dla pum, jaguarów, pekari, pancerników i niezliczonych gatunków ptaków. Niestety kiedyś Chaco bylo jedną wielką nietkniętą krainą, dziś  w większości jest wykarczowanym pastwiskiem dla bydła i innych zwierząt pastewnych.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Juz sama nazwa tej krainy nie wzbudza zaufania. ja od razu skojarzyłam ja z kultowym horrorem ,, Laleczka Chucky” kiedy będąc dzieckiem bałam sie tego filmu niemiłosiernie. czy  nasze Chaco bedzie takie samo?

Brama do Chaco zaczyna sie za miejscowością Villa Hayes. niewiele osób ani pojazdów przekracza jej granice, autobusy zwracają, a zwierzęta bezpiecznie koczują przed, a nie za brama jakby czegos sie obawiały. Strażnicy leniwie podnoszą się z krzeseł, przerywając swój rytuał picia terere. ,,po co tam jedziecie?… przecież tam nic nie ma…”

,, wiem, ale właśnie o to chodzi”-odpowiedziałam z pełnym przekonaniem 🙂  w tym miejscu zaczyna sie ruta ,, Trans-Chaco”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I nagle zmienia się wszystko, dookoła wyrósł busz i raz po raz jakieś pastwisko z ranczem. Oprócz tego nic…prosta jak strzała droga i niewyobrażalnie wysoka temperatura . Jadąc rowerem czujemy powiew wiatru, ale gdy tylko czlowkek zatrzymuje sie na słońcu, całe ciało zalewa wiadro potu…niestety na trasie mało jest zacienionych zatoczek, miejsc na odpoczynek i drzew pod którymi mozaraby sie schować przed słońcem. Po paru kilometrach trafiamy na stację benzynową,  gdzie wciągamy najlepsze empanadasy (duże pierogi z nadzieniem) jakie kiedykolwiek jedliśmy i wręcz duszkiem wypijamy zimny napój, który nas przyjemnie chłodzi. Jest tak goraco, ze chyba przez 5 minut trzymam głowę i ciało pod kranem z zimna woda…ufff cudownie orzeźwiający prysznic, niestey parę minut później wszystko jest juz suche na wiór. Tego dnia robimy 130km dojeżdżając do małej wioseczki i w szkole spędzamy noc. Rano wstajemy wcześnie i właściciel szkoły zaprasza nas na śniadanie.i w towarzystwie innych mieszkańców spędzamy poranek. Reszta, oprócz niego mówi w języku guarani, który brzmi jak chiński puszczony przez syntezator mowy. Próbujemy załapać parę slow,  ale są bardzo trudne w wymowie. Dzień zaczął sie bardzo pozytywnie i w dobrych humorach ruszamy w trasę. mijamy chaty sklecone z kilku patyków, przykryte palmowymi strzechami. Z daleka wyglądają na jakieś opuszczone, zrujnowane szopy. Z bliska okazują się być „domami” zamieszkanymi przez Indian. Potomkowie dumnego plemienia Guarani żyją w nich w największej nędzy. Nie mają nic, nawet ziemi, na której mieszkają. Wegetują na poboczu drogi, na „bezpańskim” pasie pomiędzy asfaltem, a najbliższym płotem. Próbują sprzedawać przejeżdżającym kierowcom kapelusze i torby wyplatane z liści palmy i w ten sposób zarobić parę groszy. Nie mana nic, zupełnie nic – często nawet brak hamaka. Cała rodzina śpi po prostu na gołej ziemi pod dachem z liści. Jedynym ich widocznym dobytkiem są dzieci. Dużo dzieci, ktoew po prostu gapią się z rozdziawionymi, umorusanymi buziami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieje delikatny orzeźwiający wiaterek minimalnie chłodząc nasze twarze, ale nie trwa to długo. O godzinie 11 jest już taka gorączka że trzeba sie ewakuować w cień. Odpoczywamy w maluśkiej wiosce pod daszkiem z paroma ławkami, który okazuje się kościołem i nie mija minuta,  a już mamy towarzystwo miejscowych ludzi i policjanta z którymi gawędzimy popijając terere i jedząc mango, które niewidomo skąd pojawia się na stole. Po obiedzie ogarnia nas niesamowite znużenie,  drzemka na leżance w jednej z chat dobrze nam robi, ale wsiąść spowrotem na rower jest niesamowicie ciężko…lecz po paru kilometrach czeka nas nagroda 🙂 nagle temperatura z 37*c spada do 28*c , a z nieba spada ściana wody 🙂 co za rozkosz dla ciała

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po paru kilometrach w miejscowości Pozo Colorado na 260km znajdujemy nocleg. Dość długo zajmuje  nam poszukiwanie jakiegoś lokum. O dziwo był hotel za 75zl, ale nie o to chodzi, żeby płacić i siedzieć w 4 ścianach. Kościół zamknięty,  szkoła też ( sa wakacje, a nikt nie wiedział gdzie jest dyrektor) , policja popijając terere patrzała  a nas jak na czubków gdy zapytaliśmy się o nocleg na ich terenie, wskazując oczywiście hotel z AC, wifi i innymi wygodami, których nie potrzebujemy do szczęścia. W końcu jedna z kobiet wskazała nam drogę do internatu. i tak poznaliśmy kolejnych wspaniałych ludzi z którymi miło spędziliśmy wieczór sącząc nas ulubiony napój 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kazdy nowy dzień był prawie jak kopia poprzedniego. Rano wcześnie pobudka,  leniwe zwijanie obozu, pożywne śniadanie, mocna kawa i w drogę. Staramy sie z rana robić jak najwięcej kilometrów póki słońce nie zacznie palić pełną parą.  o godzinie 12 mamy juz zazwyczaj 50km i robimy zasłużoną sjestę. Między 12-16 wszystko co jest w zasiegu słońca zamienia się w jedno wielkie barbecue. Nie ma co wynurzać nosa poza zasięg cienia, chyba, że ktoś jest masochistą. Miejscowi przechodzą w stan uśpienia nie robiąc nic oprócz siedzenia w cieniu z zapasem zimnej wody z lodem do zalewania terere. jest to  czas kiedy zamiera życie, sklepy są pozamykane, dookolo robi sie pusto, a atmosfera robi się śnięta. w drugiej połowie dnia dokręcamy kilometry  i okolo 19-20 szukamy miejscówki do spania.w Paragwaju powinniśmy zmienić nasza nazwę na ,, moskitiera nasz dom”. Nasz namiot w temperaturach, które nawet w nocy nie spadają poniżej 20*c zamienia się w jedna wielką saunę.  Zawyczaj uderzamy do jakiejś wiejskiej szkoły, kościołka lub świetlicy szkolnej i pod wiatrakiem rozwieszamy moskitierę, która sprawdza sie wysminicie chroniąc nas przed krwiożerczymi owadami, których w Chaco jest masa….

Po 5 dniach jazdy suchą  i piekielnie goracą Ruta Trans- Chaco dotarliśmy do jej połowy pozwalając sobie na chwile relaksu. Odbijmy więc 15km w bok zajeżdżając do miasta Filadelfia i nagle pośród wypalonych sloncem traw i krzaków wyrasta przed nami cywilizacja, a my czujemy sie jak w Europie. Filadelfia to największa kolonia niemiecka w całym Paragwaju. Na ulicach pełno niebieskookich blondasów i kolący w uszy niemiecki język 🙂 zamykamy sie wiec w hotelu z basenem za 10$/os i oddajemy sie błogiemu relaksowi chłodząc się zimnym piwem i sałatkami owocowymi .

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jednak wszystko co dobre szybko sie kończy i z klimatyzowanego pokoju trzeba wrócić do piekarnika.  Odcinek od Filadelfii do miejscowości La Patria był najtrudniejszym w Chaco. przez 110km nic…ani ludzi, ani sklepów, ani miejsca gdzie można sie chłodzić i nabrać wody. W tym dniu doświadczyliśmy czym jest pragnienie i przegrzanie.  ostatnie 20km wręcz czołgaliśmy się wycieńczeni, a natura nie odpuszczała kierując nam silny wiatr prosto w twarz…proszę sobie wyobrazić moment kiedy dorwaliśmy kran z woda w jednym z ogrodów weszłam pod niego cała w ubraniu i siedziałam chyba z 5 minut czując przenikające całe ciało dreszcze od przegrzania. Ze słońcem nie ma żartów…

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do miejscowości Mcal Estigarriba gdzie znajduje sie biuro migracyjne zostało 120km, akurat trasa na jeden dzień. nic bardziej mylnego..od rana wiatr dyma ostro w twarz,a do tego przyzwoita dotychczas droga zmienia sie w dziurawy, wyjątkowo podły wyrób drogopodobny. Jazda przypomina slalom w poszukiwaniu wysepek asfaltu wśród piachu i dziur. Do tego temperatura nie do zniesienia. Po 25km robimy przerwę w krzakach, gdy obok nas zatrzymuje sie jedyny pojazd jaki od rana widzieliśmy. Pojazdem tym okazała się pusta ciężarówka. ,, Hola amigos!!” krzyknął kierowca załatwiając  jednocześnie potrzebę fizjologiczną. Od słowa do słowa znajdujemy się wraz z rowerami na pace ciężarówki:-) przejechanie tych 100km zajęło ciężarowce ok 5godzin. Droga w fatalnym stanie, piasek, kurz i piekło…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mcal Estigarriba to jak na  standardy Chaco większa miejscowość z 3 sklepami!! na biuro migraciones za późno, wiec jedziemy znaleźć spanie. Ten nocleg zapamiętamy długo…pojechaliśmy standardowo do szkoły i zamiast w jednej z klas wylądowaliśmy w szpitalu. kobieta okazała się być pielęgniarką i otworzyła nam cały szpital, który w weekendy jest zamknięty 🙂 i tak spędziliśmy noc na szpitalnych kozetkach w gabinecie zabiegowym i zapasem tlenu do oddychania po dzisiejszej przeprawie  pośród zakurzonych terenów Chaco

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rano do paszportów bezproblemowo zawitała pieczątka wyjazdowa z Paragwaju, a nam zrobiło nam sie bardzo smutno…

Do przejścia granicznego z Boliwią jest około 120km i tego  samego dnia pierwszy raz z wiatrem w plecy dojeżdżamy do Infante Rivarola. Najpierw miła rozmowa z chłopakami z wojska i ledwo co ruszamy Marcin łapie kolejnego flaka…wracamy do wojskowych, a ja wdaje się w dyskusje na temat różnicy kobiet w Polsce i Paragwaju 🙂 6km dalej jesteśmy na przejściu granicznym. Ledwo co zdążyłam zejść z roweru, a w mojej ręce pojawia się zimne piwko, a rytmy latynoskiej muzyki kuszą do tańca. Akurat urzędnicy od transportu maja małą imprezkę, a gdy słyszą, ze to nasza ostatnia noc w Paragwaju jeden z nich razem Marcinem idą po zapasy piwa do Boliwii. ojjj to była dluuuuga i wspaniała noc. Tańców, piwka i mięsa z grila nie było końca. wybawiliśmy sie za wszystkie czasy we wspaniałym towarzystwie!!!

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

po 4 godzinach snu ze smutkiem i łzami w oczach przekraczamy ustawione beczki symbolizujące przejście graniczne z Boliwią. Paragwaj to najwspanialszy kraj na świecie,  pełen cudownych ludzi, wyluzowanych naturalnych, współczujących i bardzo kontaktowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na koniec dodam, że mój osobisty ranking najprzystojniejszych mężczyzn na świecie dobiegł końca, gdy zobaczyłam Paragwajczyków 🙂 ich uroda, czarujący uśmiech i błysk w oku kładzie innych na łopatki 🙂

Info praktyczne

*woda, woda, woda to najważniejsza rzecz w Chaco. Na wioskach jej można nacieszyć sie tylko deszczówką, która nie jest dobrej jakości. często zielono żółta z groniastym posmakiem. My dzienie wypijalismy około 7litrow na osobę i zawsze staraliśmy się mieć zapas 4 litrów

* mocny krem z filtrem!!

* zawsze w wioskach i większych miastach prosiliśmy ludzi o lód i razem z wodą i sproszkowanym sokiem robiliśmy sobie zimne szejki. Zeby mieć zapas lodu na dłużej wymyslelismy mini lodówkę. Bryłę lodu zawijaliśmy w folię termiczna i karimatę. Mimo takiego upału mieliśmy lód na cały dzień.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

*w  Chaco wszystko co rośnie ma kolce wiec zapas łatek lub dętek wręcz niezbędna

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Advertisements

Informacje o Namiot nasz dom

Od września 2013 roku w wyprawie rowerowej dookoła Kuli Ziemskiej
Ten wpis został opublikowany w kategorii Paragwaj i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „7 dni w piekielnym Chaco

  1. Filip pisze:

    Podziwiam!
    Fajnie napisane, choć niejedne polonista by się czepiał – ja nim nie jestem i rozumiem jak to jest pisać bez polskiej czcionki 😉

    Barwnie opisane, dobre porównania i fotki. Właściwie to zazdroszczę :P.
    Pozdrowienia z Torunia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s