Wulkan Kerinci (3805mnpm) ZDOBYTY!!!!

Na pierwszy rzut oka niby zwykła góra, ale jest coś w niej innego. Wydobywająca się z jej szczytu para nie wzbudza wątpliwości. To WULKAN!! I to nie byle jaki, bo największy w całej Indonezji. Wśród otaczających go zielonych plantacji herbaty wyłania sie on – Kerinci 3805mnpm i imponuje swoja masą.

dsc06095

Dotarcie do tego wulkanu zajęło nam około 6 dni drogi od portu Dumai. Podjazd za podjazdem na wysokość ok 1500metrow potem zjazd i znowu podjazd dał mięśniom wycisk. Doczłapaliśmy się do miejscowości Kersik Tuo bazy wypadowej na szczyt. Ale najpierw jedno dniowy zasłużony odpoczynek w bardzo przyjemnym Home Stay u przemiłego starszego małżeństwa, które dbało o strudzonych rowerzystów

Po zabraniu najpotrzebniejszych rzeczy, suchego prowiantu i wody o godzinie 8 wyruszyliśmy w drogę.  Przy pomniku tygrysa zaczyna sie teoretycznie szlak który  leniwie ciągnie się przez 5km pośród pol uprawnych i upraw herbaty. Następnie wchodzimy w dżunglę .   trzeba uważać żeby nie zgubić ścieżki, która momentami jest zarośnięta. Jedynym  oznaczeniem szlaku są papierki od cukierków pozostawione przez turystów oraz raz na jakiś czas wstążeczka związana na drzewie 🙂

image
dsc06156

Ptaszki śpiewały, słońce świeciło, a my we wspaniałych humorach szliśmy obserwując faunę i florę otaczającej nas dżungli. Droga z czasem pięła się coraz stromiej w górę i jak na złość zaczął kropić deszcz…a jak to w tropikach bywa chwila moment lunęło ostro. Schowaliśmy sie pod drzewami, a karimata służyła nam za prowizoryczny parasol. Lecz niestety i to nie pomogło, byliśmy cali przemoczeni, a dodatkowo uderzył bardzo blisko nas piorun… Mokszy, zziębnięci, głodni musieliśmy iść dalej…niestety droga jak na ironie losu była fatalna. Przez około 2-3 godziny szliśmy w wąskim, śliskim wąwozie, który po ulewie przypominał bardziej rzekę niż szlak górski…

image

Do bazy namiotowej na wysokości 3200mnpm gdzie znajduje sie miejsce na nocleg dotarliśmy resztkami sił po godzinie 16. Byliśmy tam sami, szybko robiliśmy namiot, zmyłam z siebie błoto w pobliskiej kałuży, wskoczyłam w suche ciuchy i zanurzyłam sie w śpiworku. Wieczorem w deszczu dotarła grupa głośnych  Indonezykczykow, którzy co chwile zahaczali o linki od naszego namiotu. W nocy padało, a temperatura spadła do ok. 6stopni. Na szczęście mamy śpiwory, które można spiąć w jeden duży dzięki czemu dodatkowo grzejemy sie nawzajem własnymi ciałami 🙂
pobudka o 5 rano przywitała nas bezchmurnym niebem, przepiękną drogą mleczną i migoczącymi w oddali światełkami wioski z której wyruszyliśmy. Długo się nie zastanawiając zjedliśmy lekkie śniadanie i ruszyliśmy w ostatni etap wyprawy na wulkan. Bylo bardzo stromo, szło sie niemal na czworaka. Byliśmy powyżej 3tys mnpm i miałam wrażenie że trudniej sie oddycha, dostawałam zadyszki paru krokach, ostre kamienie wulkaniczne osuwały sie spod stóp, a ledwo przespana noc i wysiłek dnia poprzedniego dawał o sobie znać. Koszmar….ale za to jaki piękny.

image

Wschód słońca powalił nas na łopatki odsłaniając niesamowity i magiczny widok. Male wulkaniki dookoła, przelewające sie morze mgieł pomiędzy szczytami gór i błyszczące jezioro w pobliskim wulkanie, a do tego surowość szczytu i buchające opary z krateru Kerinci.  Po drodze kolejne cudo natury na które polowaliśmy juz od dawna-Widmo z Brocken!!! Im bliżej szczytu, tym odychanie było coraz bardziej utrudnione, dodatkowo opary siarki wydobywające sie z krateru gryzły w gardło i oczy. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi gdy dotarliśmy do tabliczki informującej, że jesteśmy na szczycie . Tabliczka znajduje sie na wysokości 3794mnpm  i w tym miejscu kończy się szlak. Dalsza droga jest dość niebezpieczna i wiedzie po  krawędzi wąskiego krateru.

image

image image

image

Teraz juz ,, tylko” zejście na dół, po drodze spotkaliśmy grupę młodych Indonezyjczykow ubranych w krótkie spodenki i zwykle t-shirty, a na stopach….japonki!!! Trzęsąc się z zimna palili papierosy, jeden za drugim… pomyślałam ,, ale twardziele” , lecz to chyba bardziej głupota…W bazie spakowaliśmy namiot, resztę rzeczy i ruszyliśmy dół.  Początkowo szło nam to dość sprawnie lecz zmęczenie i ból nóg pomału dawały się we znaki. Końcowy odcinek odliczaliśmy już ,,od wiatki do wiatki” które dzieliło od siebie  ok. 45minut . Doczłapaliśmy się do pół uprawnych i mieliśmy farta bo złapaliśmy stopa więc chwila moment znaleźliśmy sie pod homestayem, gdzie babcia czekała a nas z ciepłą herbatką i jedzonkiem:-)

Heh…dodam jeszcze, ze następne 4 dni były koszmarne…nie mogliśmy wręcz chodzić, takie mieliśmy zakwasy. No cóż ostatnie 7 miesięcy spędzone w siodle, a nie na trekingach zrobiły swoje 🙂

Obowiązkowe wyposażenie:

* dobry namiot. Na tej wysokości lubi ostro popadać deszcz, zwykły plażowy namiocik moze tego nie wytrzymać
* śpiwór
* ciepłe ubrania oraz coś suchego na przebranie gdyby po drodze zlała nas ulewa (co jest bardzo prawdopodobne)
* woda i suchy prowiant. Po drodze nie ma sklepów ani żadnych strumyków do uzupełnienia wody
* latarka na poranne podejście na szczyt
* rękawiczki (skały wulkaniczne są bardzo ostre)

Advertisements

Informacje o Namiot nasz dom

Od września 2013 roku w wyprawie rowerowej dookoła Kuli Ziemskiej
Ten wpis został opublikowany w kategorii Indonezja i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s