Pierwsza poważna rowerowa usterka….

No i stało się….oczywiście w moim rowerze…a jak! 🙂
Mimo przejechania prawie 8000km rowery spisywały sie znakomicie, no nie licząc oczywiście złapanych gum, pękniętej opony i złamanego bagażnika. Ale ta usterka była już nieco poważniejsza….

Od pewnego czasu ,,coś,, pukało mi w okolicach układu korbowego, po sprawdzeniu teoretycznie czystko było ok…eee pewnie pedał jak zawsze, po tylu kilometrach to normalka. Ale pewnego dnia pukanie się nasiliło….no i nagle, gdy podjeżdżałam pod górkę usłyszałam głośne traaaach!!! Gdy spojazalam co sie stało, aż zamarłam,  cala przerzutka wkręciła sie w szprychy!!!! Po rozkręceniu części byly powyginane, połamane… na szczęście jakoś tymczasowo za pomocą, niezastąpionych plastikowych trytek dojechałam 50km do najbliższej większej miejscowości, gdzie kupiliśmy nowa przerzutkę….
Dlaczego tak się stało? A wiec, wspominałam o dziwnym stukaniu, jak sie okazało odpadła jedna ze spinek łączących łańcuch. Przy podjeździe i zmianie biegów na lekkie brak spinki zachaczyl o przerzutkę i wkręcił ja w szprychy…
Szczęściew nieszczęściu stało to sie w cywilizowanej Tajlandii a nie np. Myanmarze….az sie boje pomyśleć jakie by były tego konsekwencje….

image

image

Advertisements

Informacje o Namiot nasz dom

Od września 2013 roku w wyprawie rowerowej dookoła Kuli Ziemskiej
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tajlandia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Pierwsza poważna rowerowa usterka….

  1. majchers pisze:

    Dobra nauczka! 😉 Warto dokłądniej przeglądać sprzęt od czasu do czasu, przynajmniej co 2 tygodnie. Ja kiedyś ignorowałem „dziwne szmery szprych” w tylnym kole. Myślałem, eh, dojadę do domu (dojeżdzm do pracy ok. 30 km w każdą stronę) to sprawdzę. No i zapominałem i zapominałem… No i jednego dnia szmery powiększyły się mocno. Do tego koło jakby straciło balans. Postanowiłem tym razem przyjrzeć się szprychom. Zacumowałem w garażu rumaka, zdjąłem koło, chwyciłem i… w garści zostało mi bodajże 11 szprych (z 32) !!! Jakim cudem dojechałem do domu i dlaczego nie zabiłem się (mam strome ulice po drodze) – tego nie wiem do dziś ! 😀 😀 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s