Myanmar/Birma- pierwsze wrażenie

Myamar(Birma) to państwo intrygowało nas od dawna, nie wiedzieliśmy totalnie czego sie spodziewać po tym kraju. Rozmawilismy z wieloma osobami, które zwiedziły ja na zasadzie turystyki autobusowej (czyli przejeżdżanie ze znanych miejsc autobusem i obserwowanie życia ludzi z okien) i bardzo chwalili…. Po zdobyciu wizy w ambasadzie w Bangkoku, pognaliśmy prędko w kierunku przejścia granicznego Mae Sot-Myawaddy.Juz na przywitanie problemem bylo przejechanie rowerem przez ,, Most Przyjaźni” łączący granice tajsko-birmańską. Posterunkowy stwierdził, ze musimy wrzucić rowery na pakę auta i dojechać do przejścia granicznego. Ale nie pomyślał, że przecież rower możemy przeprowadzić, a nie na nich jechać. I tak też zrobiliśmy.

DSC03314.JPGDSC03316.JPGP1040716.JPG

Kolejna pieczątka wyjazdowa z Tajlandii w paszporcie i ruszyliśmy przed siebie. Na granicy Birmańskiej przywitali nas z uśmiechami na twarzach policjanci i zaprosili do środka budynku. Podsunęli krzesła, poczęstowali zimna wodą i nie mniej podekscytowani od nas zadali parę pytań w stylu co, gdzie, kiedy, jak….rady dotyczące najbliższych gór (których nie braliśmy do serca, bo na mapie wydawały sie prościzną…) i pieczątka wjazdowa powędrowała do naszego paszportu 🙂 juuupi jestesmy w Myanmarze. Pierwsze wrażenia? Juz na przywitanie ten kraj nas niesamowicie zaskoczył. Spodziewaliśmy sie powtórki z rozrywki z Losu. Kraj przez lata zamknięty, odizolowany od świata, bieda az piszczy…wiec obawilismy sie, ze w parze z bieda pójdzie niezadowolenie i kanciarstwo ze strony mieszkańców. A tu niespodzianka. Juz parę metrów po przekroczeniu granicy uderzył w nas ciepły uśmiech mieszkańców, szczere pozdrowienia i okrzyki radości zwalały nas z siodełek 🙂

P1040728.JPGP1040730.JPGP1040731.JPG

uśmiechy uśmiechami, a przed nami góry do przejechania… niby to tylko 700metrow przewyższeń , ale przysporzyły nam niesamowitych wrażeń i przepięknych widoków jakich jeszcze nie doznaliśmy. Droga wiła się leniwie w górę…heh to znaczy wąska , usypana kamieniami, żwirem, mega dziurami z których miejscami wystawały resztki asfaltu, powierzchnia po której jeździły tiry, ciężarówki, autobusy, skuterki i dwa załadowane rowery:-)

DSC03317.JPG

DSC03323.JPG

DSC03329.JPG

P1040727.JPG

zastanawialiśmy sie w jaki sposób na tak wąskiej drodze z przepaścią po jednej stronie, mijają sie szerokie ciężarówki? To proste… w ogóle sie nie mijają. Do południa transport odbywa sie w jedną stronę, a po południu- w drugą 🙂
Nagle zza zakrętu pojawiła sie budka, z której wyskoczył policjant i wojskowi. -,,pasport please” powiedział z pełną powagą. Ojjj to sie zaczęło-pomyślałam. Ale jak sie za chwilę okazało, nie taki diabeł straszny.  W ciągu sekundy, nie wiadomo skąd, powiło sie wokół nas paru miejscowych przynosząc nam zimną wodę. Jeden z nich zainteresował sie moja opaską na kolanie, które pobolewa mnie od pewnego czasu.  Gawędziliśmy  miło, mimo bariery językowej znalazły sie tematy do rozmowy, podczas której rozbawieni policjanci spisywali nasze dane z paszportów.  Jeden z miejscowych, cały czas nalegał żebyśmy poczekali jeszcze trochę. Jak sie później okazało, widząc moją opaskę na kolanie ,wysłał chłopaczka do sklepu, żeby kupił dla mnie maść rumiankową, którą podarował mi w prezencie. Wooow!!!!

P1040725.JPG
,,Miglabaaaa” (witajcie) słyszeliśmy to od ok.99% kierowców podczas podjazdu. Pozdrawiali nas, krzyczeli, trąbili. Bulo to bardzo miłe, ale i męczące, ponieważ każdemu trzeba było odmachać:-) czułam się jak posąg Buddy stojący na szczycie, do którego mają zwyczaj trąbić kierowcy aut.
Słońce po mału chyliło sie ku zachodowi, kiedy zjeżdżaliśmy leniwie w dół po wertepach.

DSC03343.JPG

Nocowaliśmy tradycyjnie w świątyni, lecz dopiero w Myanmarze mieliśmy okazje poznać gościnność mieszkańców i mnichów. Zajęli sie nami, nakarmili, jeden  mnichów odstąpił swój domek….a potem zabrali do świetlicy w której wspólnie przy jedynym w okolicy telewizorze siedzieli mieszkańcy i oglądali film. Gdy przyszliśmy włączyli specjalnie dla nas program z angielskim lektorem 🙂 niby wszyscy byli zainteresowani tym co dzieje sie na ekranie, a tak na prawdę kontem oka obserwowali nas i to w jaki sposób sie zachowujemy 🙂

DSC03347.JPG

dsc03425

P1040734.JPG

Parę dni później na naszej drodze wyrósł przepiękny kompleks pagód i świątyń więc postanowiliśmy zboczyć to miejsce. Było trochę lokalnych turystów, ale największa atrakcją turystyczna nie były ruiny, pięknie rzeźbione posagi Buddy, ale…. MY. Co rusz ktoś do nas podchodził, żeby zrobić sobie z nami zdjęcie 🙂  juz wiemy jak czuja sie znane i sławne gwiazdy 🙂  DSC03458.JPGDSC03455.JPGDSC03454.JPGDSC03452.JPG

DSC03468.JPGDSC03470.JPGDSC03465.JPGDSC03463.JPG

 

 

Advertisements

Informacje o Namiot nasz dom

Od września 2013 roku w wyprawie rowerowej dookoła Kuli Ziemskiej
Ten wpis został opublikowany w kategorii Myanmar i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s